Sukienka wigilijna. Projekt pierwszy.


W niespełna rok po urodzeniu synka ( a była to końcówka 2014r. – w gwoli ścisłości ) postanowiłam  sobie kupić wigilijną sukienkę. Udałam się do sklepu z tym typem odzieży damskiej- ” Coś znajdę, nie może być inaczej”. I jakież było moje zdziwienie, że nie mogłam tam znaleźć dla siebie nic. Absolutnie nic co by pasowało do mojej szczupłej, wysokiej ( długoręcznej , długonożnej ) sylwetki oraz choć odrobinę zaspokajało moje wyrobione z wiekiem poczucie estetyki i smaku.

Przede wszystkim jednak mowa o kroju tych sukienek – albo miały one jak na mnie talię na wysokości pod biustem, albo długi rękaw to w moim wydaniu 7/8, albo kusa długość ledwo zakrywająca pośladki , a umówmy się – wybierałam się w tej mojej przyszłej kiecce na Wigilię, nie na dyskotekę 🙂

Jeśli zaś chodzi o samą tkaninę – drobne wzorki maczki, wielkie wzory kwieciste bądź jednorodne tkaniny w kolorze totalnie niepasującym do mego bladego lica – zniechęciły mnie jeszcze bardziej do kolejnych to przeszukiwań sklepowych wieszaków. Totalnie zniechęcona, zmęczona i zasmucona opuściłam sklep, który miał być dla mnie ” Rajem sukienkowym” i w drodze do domu – olśnienie!  Eureka , Afryka i Azja ! Euforia!  – Skoro nie jestem w stanie znaleźć sukienki będącej odzwierciedleniem mojej wyobraźni- sama ją sobie stworzę ! To nie może być przecież takie trudne. Pamiętam opowieści mojej Mamy i Teściowej jak kiedyś w sklepach nie było nic. I jeśli chciało się mieć cokolwiek ( mowa o odzieży) trzeba było to sobie samemu uszyć. Pamiętam opowieści o farbowaniu pieluszek tetrowych i szyciu z tego bluzek 🙂 Tak więc- z wiarą, że nie może to być takie trudne i przypominając sobie fakt, że gdzieś w domu moich rodziców zalega maszyna  mojej babci – dotarłam do domu niesiona tą myślą jak na skrzydłach.

I po niedługim czasie – po uszyciu próbnej spódniczki z pościeli , n- tym wykończeniu dekoltu lamówką ze skosu, wielokrotnym regulowaniu maszyny- tego starego, poczciwego, ale lubiącego się buntować Łucznika  – uszyłam sobie sukienkę na Wigilię, której zdjęcia zamieszczam poniżej.

blog 1blog 4ddSukienka ta była uszyta w całości na 30-letnim Łuczniku Babci. Jest to model 101  z burdy 10/2014 oznaczony jako trudny , jednakże ja go sobie ułatwiłam jak na moje początkowe aspiracje, łącząc poszczególne elementy górnej części sukienki w całość tak, by wyeliminować sobie żmudną ( ba – trudną ! ) patchworkową robotę. Pominęłam również kryty zamek, ba – no gdzie , po miesiącu zabawy z maszyną !  🙂  I wyszedł mi taki oto twór odzieżowy. Taka granatowa sukienka z pikowanej dzianiny daje znakomite pole do popisu dodatkom – w zależności od sytuacji – kolorowy pasek podkreślający talię, szpilki/ kozaki, wisiory/ szaliki i inne. Nosi się bardzo wygodnie  i służy mi po dziś dzień.

blog 2blog 3

Ten projekt uzmysłowił mi, że szycie naprawdę nie jest takie trudne. Trzeba mieć tylko odrobinę chęci i może nieco więcej wytrwałości 🙂  A świadomość, że ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia – to po prostu wspaniałe uczucie 🙂

Natalia

 

Przeczytaj także :

  • Och, każda z nas ma jakieś coś, co nie do końca wpisuje się w produkty masowe, ale Ty to faktycznie masz nie lada problem, będąc wysoką i tak szczupłą 😉 Ja odwrotnie – kupiłam maszynę, żeby skracać kupne spodnie, a teraz 2/3 szafy mam ciuchów własnej roboty. Zazdroszczę Ci tego przekonania, że szycie nie może być trudne, bo mnie z kolei wszystko wydaje się „jeszcze nie na moje siły”, stąd wolno się rozwijam, a Ty już masz na koncie płaszcz! Wow!

    • nataliaszyje

      Przede wszystkim jest mi niezmiernie miło móc Cię gościć na moim blogu 🙂 . Ja może i uszyłam płaszcz ( a nawet dwa 🙂 ) ale ja również pamiętam dokładnie Twój niebieski pierwszy ( i jedyny ? ) żakiecik ! Więc o ile Ty patrzysz na płaszcz jako na coś bardzo trudnego do wykonania, o tyle ja patrzę w stronę Twojego żakieciku z pozytywną zazdrością, że już Ci się udało 🙂 Dla mnie taka marynarka z rewersowym kołnierzem jest nie lada wyzwaniem! A co do – ” Szycie nie może być trudne” 🙂 – cóż- ponoć wszyscy mówią , że się czegoś nie da zrobić a nagle przychodzi ktoś kto tego nie wie i to robi 😉 – to chyba po części jestem ja. Na początku nie byłam świadoma ile mi jeszcze do perfekcji brakuje, dziś – ja , już uświadomiona- wiem, że przede mną to jeszcze daleka droga, której się jednak nie boję i ochoczo eksperymentuję- zwłaszcza odkąd założyłam tego bloga:) Pozdrawiam , Natalia