Żakiet z kursu szycia


Pamiętacie jeszcze, że byłam na kursie szycia? W lutym. Szczegóły z przebiegu takiego kursu znajdziecie w tym wpisie. Z racji tego, że nie udało mi się w 100% skończyć marynarki na zajęciach, miałam – jako zadanie domowe – dokończyć ją w warunkach domowych. Tak też się stało – kieszenie z podwójnymi wypustkami misternie ukończone, guzik doszyty. Voila! Żakiet da się już zarzucić na grzbiet i śmiało nosić 🙂

Konstrukcja

Słów kilka o konstrukcji. Wykrój pochodzi z jakiejś starszej Burdy. Niestety nie zanotowałam na kursie z której. Na trzydniowych warsztatach nie było mowy o stworzeniu własnej konstrukcji takiego żakietu od podstaw. Samo przemodelowywanie wykroju, by wyglądał jak planowałam zajęło wieki. A już na pewno sporą część kursu. Samo przerysowywanie wykroju, wprowadzanie zmian, wycianie z tkanin oraz podklejanie tak wielu elementów zajęło mi bite 12 godzin. To były bardzo pracowite godziny. Jak i z resztą cały, niezwykle intensywny kurs.

Żakiet wykonany jest z wełnianego tweedu, którego kupowałam przez internet i byłam pełna obaw jak będzie ta tkanina wyglądała w rzeczywistości. Jest on średniej gramatury i spokojnie spełnia zadanie wierzchniego, wiosennego okrycia. Podejrzewam, że jesienią, z golfem też będzie nieźle.
Wewnątrz elastyczna podszewka a w miejscu styku podszewki z odszyciami – kontrastowe wypustki ( ale tylko tyłu – taki krótki kawałek wypustki miałam na stanie) . A to, czego nie widać na zewnątrz to…. usztywnienia klejonką. Podklejałam odszycia, całe przody, wszystkie podłożenia, łącznie z rękawami. Ramiona i podkroje pach. Kieszenie z dwiema wypustkami oczywiście również. To podklejanie to była dopiero nauka cierpliwości ( sic! )

Katastrofy i porażki

Co do kieszeni – na początku miały być z klapami, finalnie z dwiema wypustkami. I…tu uwaga dla szyjących je pierwszy raz ( jak ja!). To, że uszyjesz próbną kieszeń, by przećwiczyć kroki i użyjesz do tego wygodnej, sztywniejszej tkaniny bawełnianej – a przeszycie próbne wyjdzie Ci wspaniale – to wcale nie gwarantuje sukcesu ! Och jak mi się klnęło, bo jedna kieszeń mi całkiem ładnie wyszła , a druga… już nie tak do końca. Po prosu ta wełna – mimo klejonki – dalej mi się rozciągała i tańczyła w miejscu wszycia kieszeni przeokrutnie. Także tego…. warto się mieć na bacznośc, bo tkanina tkaninie nie równa! 😉

Ach i ten nieszczęsny guzik. Tzn guzik całkiem w porządku, ale dziurka na guzik to była walka ! Jakże mi się ta moja maszyna buntowała…. Och próbowałam, czego mogłam, a ona dalej mi ładnie obszyć tej dziurki nie chciała ( A taki automat, tfuuu! 😉 ) . Jakimś przeogromnym fartem ta dziurka finalnie wygląda „nawet ołkej”, bo już byłam o krok zniszczenia całego żakietu przez to ustrojstwo ! Oj ja już tak szybko za modele z guzikami się nie wezmę!

Wnioski

Koniec końców – żakiet, jak na mój pierwszy myślę, że wyszedł całkiem przyzwoicie. W dodatku nauczyłam się pięknie i w łatwy sposób wdawać główki rękawa, z czym miewałam wcześniej problemy. Już wiem jak szyje się rewersowy kołnierz ( wyższa szkoła jazdy ogólnie ! ). No ale przecież to nie powinno dziwić – w końcu od czegoś ten kurs szycia jest 🙂 By uczyć, wskazywać ułatwienia i krawieckie sztuczki. Ale wiecie co Wam powiem – taka marynarka to jest ogrom i pracy,i czasu. Naprawdę. Wielokrotnie nie można tu iść na skróty, bo każdą fuszerkę widać po prostu gołym okiem. I w związku z powyższym – nie będę się rzucać do szycia kolejnego żakietu jak Reksio na szynkę. Ot i tyle w temacie .

Oraz kilka zdjęć tzw. roboczych 🙂 Z racji tego, że w trakcie kursu szycia pstrykałam ile wlezie, więc jest tego trochę.

Tutaj widać ile części wymagało podklejania ( biała lewa strona ) :

Cięcia przodu:

I efekt finalny na moim ” prawieludziu ” :

I lewa strona

Zdjęcia w plenerze wykonała moja siostra Inka  ( Inuinka ) 

Przeczytaj także :

  • Cześć,
    Ale super sprawa! Wełna to wełna, sam żakiet to masakra, a co dopiero z wełny! Podziwiam i cieszę się, że jesteś zadowolona z efektu 🙂 widać, że kurs dał Ci bardzo bardzo dużo 🙂
    Pozdrawiam
    Kasia

  • Cudny jest! I ja właśnie z tego powodu bym się nie porywała na następny – żeby móc się w nim pokazywać jak najczęściej 🙂

  • Najpierw to ja napiszę: Natalia, jaka świetna stylówa! Bardzo mi się podobasz w takim angielskim wydaniu :). Co zaś do samego żakietu to Ci napiszę, że jestem pełna podziwu dla Twojej pracy, bo nie dość, że wybrałaś naprawdę trudny fason, to jeszcze poradziłaś sobie z jego uszyciem na tip-top. Główki rękawów, czyli to, co zawsze budzi moją największą trwogę, wyszły Ci bez zarzutu, rewers leży gładko i się nie wywija, a dół żakietu i mankiety zaprasowane są porządnie. Podszewka nic nie ciągnie, a ta piękna żółta wypustka skradła moje serce. Kieszeni się już nie czepiaj, następne będą idealne :). I tak sobie myślę, wbrew temu, co piszesz, że powinnaś właśnie uszyć jeszcze jeden żakiet, najlepiej z jakiejś gęsto tkanej bawełny z odrobiną elastanu. Pójdzie znacznie szybciej, bo formę już w końcu masz i doświadczenie, a z każdym kolejnym będzie po prostu łatwiej. Piękny jest ten żakiet 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Bardzo fajny żakiet i na pewno wiele z kursu wyniosłaś. Dziurki na guziki to zmora wszystkich, nawet modele z wyższej półki średnio sobie z nimi radzą, a mało kogo stać na dziurkarkę 😛 Tylko wydaje mi się, że masz w tej marynarce za szerokie ramiona, ale może to kwestia zdjęć? No i też jestem zdania, że warto uszyć kolejna dla utrwalenia umiejętności 😀

    • Gosia, pocieszyłaś mnie tą kwestią dziurek, ale też i zasmuciłaś. Wierzyłam, że są lepsze maszyny pod tym względem ( choć słyszałam, że tak ponoć jest…) .
      Co do szerokich ramion – faktycznie z instruktorką dodałyśmy trochę w ramionach w stosunku do płaszcza, którego sama szyłam i mi tak ociuuuupińkę ciągnęło. I też mam takie lekkie przekonanie, że mogłoby być nieco węziej w ramionach. Z drugiej strony jednak żakiet ma poduszki, takie jedne z mniejszych ponoć …ale może one są po prostu za duże?
      Dałaś mi do myślenia, dzięki ! Przy następnym podejściu będę o tym pamiętała 🙂

  • haha, dobrze, że nie lubię nosić marynarek 🙂 nie znoszę takiego szycia, tym bardziej podziwiam za zapał, cierpliwość i efekty. Bo żakiecik całkiem, całkiem. Taka klasyka, klasyki. Ja się nigdy kursem szycia nie skalałam :), ale za to zaliczyłam kurs konstrukcji i muszę powiedzieć, że otworzył mi oczy i podniósł wymagania w stosunku do wykrojów. Jakoś ciężej mi z gotowców teraz idzie. A jak się dobry trafi to doceniam, oj doceniam 🙂 Generalnie, gratuluję.

  • Natalia, gratuluję pięknego żakietu 🙂

    • Dziękuję Jolu pięknie ! 🙂 Faktycznie, dla mnie to takie małe osiągnięcie 🙂

  • Na Twoim miejscu , tak blisko Ultramaszyny – też bym się do nich udała na kurs 😀 Powodzenia ! Dzięki za opinię 🙂

  • szyjebokochamipotrafie

    Stylówka jest kapitalna, lubię czasami tak się ubrać !!!
    Co do żakietu praca się opłaciła… mam tylko jedno ale, moim zdanie jest odrobinę za szeroki w ramionach, ale reszta wyszła wyśmienicie, napracowałaś się ale dzięki temu wiesz co i jak.
    Teraz wiesz ile to pracy wymaga, ja czasami śmieję się jak klientka, która nie ma pojęcia zaczyna się wymądrzać na temat żakietu… ale cóż.
    Ale stylówką jestem oczarowana 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Warto było poświęcić tyle czasu i energii bo marynarka jest po prostu swietna! A w tej stylizacji to już w ogóle,jestem zachwycona 🙂

  • Uszycie żakietu to nie lada zadanie, ale świetnie sobie z nim poradziłaś! Stylówka jest genialna, nie mogę się napatrzeć! 🙂