Zielona sukienka z lnu, czyli co mi w duszy gra

Zielona sukienka z lnu , czyli co mi w duszy gra

Lato rozpieszczało nas długo. Kwiaty kwitły wręcz jak szalone – kilkakrotnie, a totalnym zeskoczeniem było dla mnie w październiku napotkane przypadkowo pole pełne słoneczników! Dacie wiarę, w październiku ? Długo też trwała u mnie ( ba, trwa nadal! ) faza na len. Kombinuję, jak mogę co tu można z niego wycisnąć. W jakiej postaci go przedstawić, by czymś zaskoczyć siebie i innych.

Zabawa w konstrukcję  po raz kolejny

To już kolejna moja kombinacja z wykrojem własnej konstrukcji. Jak tylko przekonałam się, że się zwyczajnie DA – po stworzeniu m.in. sukienki bez rękawków czy spódnicy ołówkowej – naprawdę ochoczo zabrałam się za śmielsze konstrukcje i ich modyfikacje.
W tej zielonej sukience, w której część z Was miała mnie już możliwość widzieć na spotkaniu miłośników szycia we Wrocławiu, postawiłam na – uważam coś niebanalnego, co zwykłam szyć jak dotąd głównie w ubrankach dziecięcych tj. kołnierzyk bebe dodający lekkiego charakteru retro całej stylizacji. W dodatku ta zieleń – ha, trochę choinkowa, ale z pewnością rzucająca się w oczy i w pamięć 😀 – ja od razu wiedziałam, że będzie tu długość midi, marszczenia i oblekane guziczki.

Pierwszy raz z oblekanymi guzikami

Guziki oblekałam po raz pierwszy i naprawdę w osłupienie wpadłam, że z odpowiednimi narzędziami to jest  tak banalna sprawa. Nieco kosztowna, to fakt – ale myślę, że efekt jest tego wart. Co tu więcej mówić – rozkochały mnie w sobie te  guziki i w głowie mam ogrom planów co do kolejnych projektów z ich udziałem. W trakcie szycia ( oblekania ) robiłam na bieżąco zdjęcia i zamierzam niebawem przedstawić na blogu jak śmiesznie prosty to sposób. Mam nadzieję, że Was to zachęci  do spróbowania 🙂

A poniżej zdjęcia z sesji mojej nowej sukienki. W plenerze pełnym słoneczników  i październikowego słońca mam wrażenie wycisnęłyśmy z moją siostrą ( Iniunka) , co tylko się dało 🙂