Zieleni nie szyję


Jakiś czas temu dzieliłam się z Wami odrobiną swojej prywatności we wpisie Co robię, jak nie szyję. Opisywałam, co pochłania mój wolny czas poza szyciem. Co mnie odpręża, koi i sprawia przyjemność. Można by rzec, że dzisiejszy wpis – tym razem w bardziej wiosennej odsłonie  – będzie kontynuacją opowieści o mojej nieszytej codzienności.

Mianowicie – jestem wielką fanką zieleni i kwiatów. Wszelkich polnych wiecheci również. Jakieś 3 lata temu coś we mnie ruszyło i nagle zaczęłam dostrzegać roślinność. Wcześniej odróżniałam mniej więcej tulipana od choinki , i ta wiedza w pełni mi wystarczała . Nagle – trzask- coś mi się tam w głowie poprzestawiało i ta zieleń zaczęła mnie naprawdę szczerze pasjonować. Obserwacje, co , jak , w jakim tempie się rozrasta. Jak kwitnie, ile kwitnie, po co kwitnie . W końcu zaczęłam dostrzegać ogród mojej mamy i starania jakie w niego włożyła. Ach, jakie to wszystko ładne się nagle zrobiło! Jak miło, jak pachnąco i przyjemnie kojąco !

Ci, którzy obserwują mnie na instagramie znają moje zapędy florystyczne. Kwiaty próbuję upychać, gdzie się da. W domu – w sypialni, salonie, kuchni i łazience, na balkonie a na zdjęciach puszczanych w internetowy eter to już w szczególności . No gdzie się da, tam ja i kwiat ! Wiecie, ja to jestem z grona tych osób, którym nowy wiecheć kupiony u pani z rynku, albo zerwany gdzieś dziko na polu poprawia niesforny dzień lepiej niż lody Grycana. Taka prawda.

Zmierzam do tego, że ta cała roślinność powoduje, że żyje mi się piękniej każdego dnia. Choć zabrzmiało to nieco tkliwie – nie taki był zamysł . Chciałam Wam też powiedzieć, że jeśli myślicie, że Was to nie dotyczy, nie rozumiecie fenomenu zieleni – to całe te Wasze przemyślenia mogą się w życiu jeszcze o 180 stopni przekręcić.  Tak jak mi.  Także wiecie… bądźcie po prostu czujne !  Bo tak jak ja kiedyś miałam pusty balkon, ba – z pożółkłymi liśćmi na podłodze , służący jedynie do suszenia prania w słoneczne dni, tak dziś nie mogę uwierzyć, że odzyskałam tę dodatkową przestrzeń w mieszkaniu z tak ukrytym potencjałem. Naprawdę lubię spędzać tu czas, lubię raczyć te moje kwiecistości wodą po pełnym gorączki dniu ( w tym miejscu- sąsiedzi – wybaczcie, że czasem przelewam ) . Lubię spędzać tu wieczory z mężem, z rana pić w samotności kawę, a po południu budować dzieciom wątpliwej konstrukcji domki z koców. A jeszcze jak ptaki ćwierkają – no bajka . Na jakichś 4m2  proszę państwa – bajka . Zapraszam Was do mojej nieszyciowej bajki i zachęcam do odnalezienia swojej.

Miało być nieszyciowo ale jednak wtargnął się mały szyciowy chochlik. Mianowicie siedzisko na ławkę sama zrobiłam. Zamówioną piankę tapicerską, grubości 3cm odpopowiednio docięłam i uszyłam na szybko lniany pokrowiec, choć nie do końca idealnie – bo trochę idąc na skróty – jak szyje się prześcieradła na gumce .  Tylko dodałam troczki, co by spod pupy nie zjeżdżało. Nie miałam więcej tkaniny, bo to pozostałości po zasłonach córki, które pokazywałam jak uszyłam tutaj.

Ciekawa jestem jak wyglądają Wasze domy i balkony pod kątem zieleni. Może znajdę tu podobne kwiatowe maniaczki jak ja ? Dajcie znać koniecznie w komentarzach . 

Pozdrawiam słonecznie, Natalia

Przeczytaj także :

  • Eh… zieleń na moim balkonie… jest w planach 🙂 teraz to mam tam głównie suszarnię, przechowalnię i warsztat 😉 chwilowo rozmnażam kwiaty w mieszkaniu, powoli się wkręcam, bo to tak cudnie patrzeć, jak coś rośnie… Teraz będziemy remontować, więc planuje przestrzeń tak, by było dużo miejsca na kwiaty oraz zioła, mam nadzieję, że się uda. A taką wygodna ława z siedziskiem też by się przydała 🙂

    • Też miałam suszarnię ! A teraz mam 2w1 ( balkon i suszarnia 😀 ) ! Powodzenia w remontowaniu, wiem ile to radości potrafi wnieść. W ogóle zmiany, zmiany na lepsze są zawsze mile widziane 🙂 Wygodną ławkę polecam, ale powiem szczerze, że nie łatwo jest znaleźć taką która będzie i wygodna i ładna zarazem. Ile ja się naszukałaaaaam. 😉 Pozdrawiam ciepło

  • Ja o swojej zieleni pisałam już w zeszłym roku, więc pewnie pamiętasz, jak to u mnie jest. Ale żeby Twą wiedzę poszerzyć, to napisze Ci, że w tym roku za Twoją radą posadziłam w donicach pelargonie :). Posadziłam też na próbę w jednej donicy bratki. I obserwuję sobie teraz, jak rosną i coraz bardziej się rozkrzewiają. Tak, to bardzo relaksujący widok. Też lubię sobie u siebie posiedzieć na ławeczce, wypić kawę, poczytać książkę. I lubię, kiedy w weekendy jemy na balkonie posiłki. Zawsze to namiastka czegoś, co wiąże się z wypoczynkiem, wakacjami, bo zazwyczaj wtedy najczęściej jada się na powietrzu. A materac to Ty sobie bardzo sprytnie wymyśliłaś, znacznie sprytniej niż ja. Bo ja uszyłam taki pełny z zapinaniem (ale na rzepy, ło matko, co mnie podkusiło!) i teraz morduję się za każdym razem, kiedy muszę go zdjąć do prania, a potem założyć…
    Bardzo mi się Twoja oaza podoba :).

    • Pamiętam, pamiętam dobrze Kasiu 😀 Ja to takie tematy chłonę jak gąbka ! O, to w takim razie trzymam kciuki za pelargonie. Jak dla mnie to kwiatki niezniszczalne. Pewniak na balkon ! 🙂 Bratki i stokrotki już miałam, i już się z nimi na poczet kwiatów letnich pożegnałam. Choć nie powiem – bratki były dość wybujałe i aż żal było się ich pozbywać, ale mama mi zawsze powtarza, że trzeba zrobić miejsce letnim roślinom, by się zdążyły ładnie rozrosnąć. A ja się tam mamy słucham 😀 Przynajmniej w tym temacie 😉
      Jeśli chodzi o materac to planowałam sobie go takim pokrowcem na zamek obszyć , tylko mi tkaniny nie starczyło. Zapewne klęłabym przy każdym jego nakładaniu po praniu 😉 Więc nie ma tego złego..
      Miłego wypoczynku w miłym otoczeniu, wśród roślin Ci zatem życzę 🙂

  • Śliczny balkon, prawdziwa oaza spokoju. Na pewno bardzo milutko spędzacie tam czas z rodzina , przyjaciółmi, a nawet samotnie ( czasem potrzeba odrobiny nikogo w pobliżu ). Znam to uczucie radości z grzebania w ziemi, lubię kosić trawe, podlewać. przesadzać, no wszystko lubię, więc doskonale Cię rozumiem i z przyjemnością obserwuję Twoje poczynania :).
    Ewa

    • Dziękuje Ci za miłe słowa i wierzę , że doskonale mnie rozumiesz 🙂 pozdrawiam ciepło 🙂

  • Pod tytułem mogłabym się podpisać – nie mam ani jednego zielonego ubrania 😉
    Jakoś tak miałam, że nigdy nie byłam ogródkowa, choć mam wokół domu sporo terenu, po prostu to było dla mnie naturalne, jest sobie i co ja niby mam z tym robić. Ale teraz mam nagły przypływ miłości do roślin, zaglądam do kwiaciarni, oglądam kwiaty w Lidlu, staram się mieć często jakieś bukiety w pokoju. Doniczkowych roślin nie mam, poza kaktusem, bo wszystkie u mnie padały. Ogródka dalej mi się nie chce ogarniać, ale już balkon bym urządziła bardzo chętnie. I będę miała okazję, bo ten u Krzysztofa już od roku na mnie czeka. Tym chętniej przyglądam się Twoim zdjęciom i InstaStories 🙂

    • Fajnie, że znasz ten stan euforii na widok kwiatka . Czyli, że Ci pomału też łapie ! 😉 Ja żyłam kilka lat w mieszkaniu, na którym był balkon, tak jak pisałam – jako suszarnia. A jak go urządziłam to normalnie dodatkowe pomieszczenie w mieszkanku się zrobiło , i to jak przyjemne ! 🙂 Cieszę się, że moje kwiatkowe stories do kogoś (Ciebie ! ) docierają 🙂 Cieszę się !

  • Kwiaty uwielbiam, jednak wolę podbierać je mamie z ogrodu lub po prostu kupić. Sama nie odkryłam w sobie jeszcze pasji do ogrodnictwa, może kiedyś gdy będę miała swój dom to się zmieni, na razie wystarcza mi wiedza jaką miałaś Ty, czyli wiem czym jest tulipan a czym choinka 😀 Piękny ten Twój balkon, taka oaza spokoju 🙂

    • Ja również podbieram mojej mamie z ogrodu 🙂 Ogrodowe kwiaty, to jednak zdecydowanie co innego, aniżeli kupne 🙂 Tulipan kontra choinka – i wszystko jasne 😀

  • Ja adoptuje te umierające. Jak widzę w sklepie taki kwiatek, który jest na wykończeniu, lub juz przeceniony, listki pożółkłe zero kwiatków to zabieram go, przesadzam i największą moją radością jest, jak się odradza! Mówię do kwiatków i zawsze chwalę, że są piękne i naprawde rosną! Niestety nie mam balkonu (!) tylko taki balkon francuski, czyli taka barierka przed oknem w sypialni i salonie, ale wszedzie są kwiaty, szczególnie w lato… ahh a nawet jednoroczna bazylia rośnie mi już drugi rok w kuchni (oczywiście kupiona w stanie umieralności zaawansowanej).

    • To z Ciebie taka kwiatkowa Matka Teresa jest ! 🙂 Postawa godna podziwu 🙂 W 100% rozumiem Twój zachwyt nad tym jak kwiaty się budzą do życia. Jak rosną. Nigdy nie kupiłam kwiata kierując się tym tokiem myślenia, ale może to jeszcze zmienie 🙂 Pozdrawiam serdecznie , Natalia

  • Faustyna Szulfer

    Piękny masz ten balkon! Ja do roślinek wcale nie mam ręki niestety, a już niedługo będę miała swój balkon do zagospodarowania, więc coś tam zaczynam w tym temacie myśleć 😉 Zajrzę na Twój Instagram i poszukam inspiracji!

  • Moje domy i balkony pod kątem zieleni nie wyglądają w ogóle. Mam aloes z IKEA, który się trzyma dzielnie (mimo podlewania raz na 4 miesiące), bazylia w doniczce zaskakująco żyje od ponad miesiąca i rozważam wprowadzenie zieleni w kilku pokojach w postaci przepięknych i sztucznych roślin z IKEA. Podziwiam zapał, ale mnie nie ciągnie… chociaż jak mówisz, może się jeszcze zmienić, ale chwilowo nie wygląda 🙂

  • Ooo, ten wstęp to jakbym o sobie czytała 😀 Dwa lata temu nie uświadczyło by się u mnie żadnego kwiatka! Wyjątkiem była 20 letnia hoja, która wegetowała tylko dlatego, że dostosowała się do mojego systemu podlewania (czytaj: średnio 1 raz na miesiąc, jak mi się przypomniało ;)) i oregano przed domkiem, którego chyba po prostu nic nie jest w stanie wykończyć 😀 Przełom nastąpił w zeszłym roku, gdy niechcący hoja została zrzucona na podłogę i doniczka jej się zbiła, trzeba było szybciutko ją przesadzić. Zaczęłam szukać w necie informacji jaka ziemia byłaby dla niej najlepsza i gdzie ją postawić, żeby było jej dobrze (i żeby już nie spadła :D) i… wsiąkłam! Odkryłam, że hoja ma kilkaset gatunków, nakupiłam hojowych maluchów, potem doszły też trzykrotki, a latem surfinie na balkon. W tym roku mam 20+ odmian hoi (większość niewielka, ale dzielnie rosną), z pestki wyhodowane awokado i mango, storczyka i dwa balkony pełne wszelkiego kwiecistego dobra. I ciągle mi mało! 😀 Kwiaty w domu (i na balkonie) są super opcją, działają (przynajmniej na mnie) odstresowująco, nie ma nic lepszego niż niedzielny relaks wśród zieleni :))) Pozdrawiam serdecznie!

    • Och to masz już naprawdę ładne osiągnięcia ! 🙂 Wciągają te kwiatki, bez dwóch zdań. Jak tylko trafią na podatny grunt ( i tu mam na myśli wcale nie ziemię, a nas 😉 ) to z drobnych, pojedynczych kwiatków potrafią się przeobrazić ( z naszą pomocą oczywiście ) w pełną buszu dżunglę 😀 Powiem Ci szczerze, że nie wiedziałam co to ta hoja. Już sobie wygooglowałam i wszystko jasne ! Ale nigdy nie miałam z nią do czynienia. W każdym bądź razie miło mi poznać kolejną roślinną maniaczkę! Fajnie, że jest nas coraz więcej 🙂 Pozdrawiam również , Natalia